Sienkiewicz | Quo vadis | E-Book | www2.sack.de
E-Book

E-Book, Polish, 500 Seiten

Reihe: Polish classics

Sienkiewicz Quo vadis


1. Auflage 2018
ISBN: 978-87-26-09046-8
Verlag: SAGA Egmont
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark

E-Book, Polish, 500 Seiten

Reihe: Polish classics

ISBN: 978-87-26-09046-8
Verlag: SAGA Egmont
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark



Powie?? przedstawia wydarzenia w Rzymie, w pierwszym wieku, pod koniec panowania Nerona. Rzymski patrycjusz Marek Winicjusz darzy uczuciem chrze?cijank?, królewn? ligijsk? Ligi?, która jest zak?adniczk?. Gdy kobieta nie godzi si? na zostanie jego kochank?, m??czyzna postanawia porwa? j? z domu dla ubogich chrze?cijan. Zostaje ranny, a pomocy i opieki udzielaj? mu wyznawcy Jezusa, w tym sama Ligia. Zakazana mi?o??, nara?ona na niebezpiecze?stwa i przeszkody, da?a autorowi mo?liwo?? stworzenia plastycznego obrazu ?wiata staro?ytnego, chyl?cego si? ku upadkowi, któremu przeciwstawia si? nowa si?a - chrze?cija?stwo. Powie?? pocz?tkowo publikowana by?a w 'Gazecie Polskiej' w odcinkach w latach 1895-1896, a tak?e w 'Czasie' i 'Dzienniku Pozna?skim'. W 2001 roku zosta?a zekranizowana przez Jerzego Kawalerowicza.-

Henryk Sienkiewicz (1846-1916) - polski nowelista, powie?ciopisarz i publicysta. By? jednym z najpopularniejszych polskich pisarzy prze?omu XIX i XX wieku. W 1905 roku otrzyma? Nagrod? Nobla w dziedzinie literatury za ca?okszta?t twórczo?ci. Jako felietonista warszawski zas?yn?? pod pseudonimem Litwos, publikuj?c swoje utwory w 'Gazecie Polskiej'. Wiele podró?owa?. Pracowa? jako korespondent w Ameryce Pó?nocnej. Debiutowa? w 1872 r. powie?ci? wspó?czesn? 'Na marne' oraz tendencyjnymi nowelami 'Humoreski z teki Worszy??y'. S?aw? przynios?y mu powie?ci historyczne. Jego najwa?niejsze dzie?a to nowele: 'Za chlebem', 'Janko Muzykant', 'Latarnik'; powie?ci: 'Trylogia' ('Ogniem i mieczem', 'Potop', 'Pan Wo?odyjowski', 'Quo vadis', 'Krzy?acy' oraz 'W pustyni i w puszczy'.
Sienkiewicz Quo vadis jetzt bestellen!

Autoren/Hrsg.


Weitere Infos & Material


Rozdzial pierwszy


Petroniusz1 obudzil sie zaledwie kolo poludnia i jak zwykle, zmeczony bardzo. Poprzedniego dnia byl na uczcie u Nerona2, która przeciagnela sie do pózna w noc. Od pewnego czasu zdrowie jego zaczelo sie psuc. Sam mówil, ze rankami budzi sie jakby zdretwialy i bez moznosci zebrania mysli. Ale poranna kapiel i staranne wygniatanie ciala przez wprawionych do tego niewolników przyspieszalo stopniowo obieg jego leniwej krwi, rozbudzalo go, cucilo, wracalo mu sily, tak ze z elaeothesium3, to jest z ostatniego kapielowego przedzialu, wychodzil jeszcze jakby wskrzeszony, z oczami blyszczacymi dowcipem i wesoloscia, odmlodzon4, pelen zycia, wykwintny, tak niedoscigniony, ze sam Otho5 nie mógl sie z nim porównac, i prawdziwy, jak go nazywano: arbiter elegantiarum6.

W lazniach publicznych7 bywal rzadko: chyba ze zdarzyl sie jakis budzacy podziw retor8, o którym mówiono w miescie, lub gdy w efebiach9 odbywaly sie wyjatkowo zajmujace zapasy. Zreszta mial w swej insuli10 wlasne kapiele, które slynny wspólnik Sewerusa, Celer11, rozszerzyl mu, przebudowal i urzadzil z tak nadzwyczajnym smakiem, iz sam Nero przyznawal im wyzszosc nad cezarianskimi, chociaz cezarianskie byly obszerniejsze i urzadzone z nierównie wiekszym przepychem.

Po owej wiec uczcie, na której znudziwszy sie blaznowaniem Watyniusza12 bral wraz z Neronem, Lukanem13 i Senecjonem14 udzial w diatrybie15: czy kobieta ma dusze — wstawszy pózno, zazywal, jak zwykle, kapieli. Dwaj ogromni balneatorzy16 zlozyli go wlasnie na cyprysowej mensie17, pokrytej snieznym egipskim byssem18, i dlonmi, maczanymi w wonnej oliwie, poczeli nacierac jego ksztaltne cialo — on zas z zamknietymi oczyma czekal, az cieplo laconicum19 i cieplo ich rak przejdzie w niego i usunie zen znuzenie.

Lecz po pewnym czasie przemówil — i otworzywszy oczy jal rozpytywac o pogode, a nastepnie o gemmy20, które jubiler Idomen obiecal mu przyslac na dzien dzisiejszy do obejrzenia… Pokazalo sie, ze pogoda jest piekna, polaczona z lekkim powiewem od Gór Albanskich21, i ze gemmy nie przyszly. Petroniusz znów przymknal oczy i wydal rozkaz, by przeniesiono go do tepidarium22, gdy wtem spoza kotary wychylil sie nomenclator23 oznajmiajac, ze mlody Markus Winicjusz, przybyly swiezo z Azji Mniejszej24, przyszedl go odwiedzic.

Petroniusz kazal wpuscic goscia do tepidarium, dokad i sam sie przeniósl. Winicjusz byl synem jego starszej siostry, która przed laty wyszla za Marka Winicjusza25, meza konsularnego z czasów Tyberiuszowych26. Mlody sluzyl obecnie pod Korbulonem27 przeciw Partom28 i po ukonczonej wojnie wracal do miasta. Petroniusz mial dla niego pewna slabosc, graniczaca z przywiazaniem, albowiem Markus byl pieknym i atletycznym mlodziencem, a zarazem umial zachowywac pewna estetyczna miare w zepsuciu, co Petroniusz cenil nad wszystko.

— Pozdrowienie Petroniuszowi! — rzekl mlody czlowiek wchodzac sprezystym krokiem do tepidarium — niech wszyscy bogowie darza cie pomyslnoscia, a zwlaszcza Asklepios29 i Kipryda30, albowiem pod ich podwójna opieka nic zlego spotkac cie nie moze.

— Witaj w Rzymie i niech ci odpoczynek bedzie slodki po wojnie — odrzekl Petroniusz wyciagajac reke spomiedzy fald miekkiej karbassowej tkaniny31, w która byl obwiniety. — Co slychac w Armenii32 i czy bawiac w Azji nie zawadziles o Bitynie33?

Petroniusz byl niegdys rzadca Bitynii i co wieksza, rzadzil nia sprezyscie i sprawiedliwie. Stanowilo to dziwna sprzecznosc z charakterem czlowieka slynnego ze swej zniewiescialosci i zamilowania do rozkoszy — dlatego lubil wspominac te czasy, albowiem stanowily one dowód, czym by byc mógl i umial, gdyby mu sie podobalo.

— Zdarzylo mi sie byc w Heraklei34 — odrzekl Winicjusz. — Wyslal mnie tam Korbulo z rozkazem sciagniecia posilków.

— Ach, Heraklea! Znalem tam jedna dziewczyne z Kolchidy35, za która oddalbym wszystkie tutejsze rozwódki, nie wylaczajac Poppei36. Ale to dawne dzieje. Mów raczej, co slychac od sciany partyjskiej. Nudza mnie wprawdzie te wszystkie Wologezy, Tyrydaty, Tygranesy37 i cala ta barbaria38, która, jak twierdzi mlody Arulanus, chodzi u siebie w domu jeszcze na czworakach, a tylko wobec nas udaje ludzi. Ale teraz duzo sie o nich mówi w Rzymie, chocby dlatego, ze niebezpiecznie mówic o czym innym.

— Ta wojna zle idzie i gdyby nie Korbulo, moglaby sie zmienic w kleske.

— Korbulo! Na Bakcha39! Prawdziwy to bozek wojny, istny Mars40: wielki wódz, a zarazem zapalczywy, prawy i glupi. Lubie go, chocby dlatego, ze Nero go sie boi.

— Korbulo nie jest czlowiekiem glupim.

— Moze masz slusznosc, a zreszta wszystko to jedno. Glupota, jak powiada Pyrron41, w niczym nie jest gorsza od madrosci i w niczym sie od niej nie rózni.

Winicjusz poczal opowiadac o wojnie, lecz gdy Petroniusz przymknal powieki, mlody czlowiek, widzac jego znuzona i nieco wychudla twarz, zmienil przedmiot rozmowy i jal wypytywac go z pewna troskliwoscia o zdrowie.

Petroniusz otworzyl znów oczy.

Zdrowie!… Nie. On nie czul sie zdrów. Nie doszedl jeszcze wprawdzie do tego, do czego doszedl mlody Sisenna, który stracil do tego stopnia czucie, ze gdy go przynoszono rano do lazni, pytal: „Czy ja siedze?” Ale nie byl zdrów. Winicjusz oddal go oto pod opieke Asklepiosa i Kiprydy. Ale on, Petroniusz, nie wierzy w Asklepiosa. Nie wiadomo nawet, czyim byl synem ten Asklepios, czy Arsinoe, czy Koronidy, a gdy matka niepewna, cóz dopiero mówic o ojcu. Kto teraz moze reczyc nawet za swego wlasnego ojca!

Tu Petroniusz poczal sie smiac, po czym mówil dalej:

— Poslalem wprawdzie dwa lata temu do Epidauru trzy tuziny zywych paszkotów42 i kubek zlota, ale wiesz dlaczego? Oto powiedzialem sobie: pomoze — nie pomoze, ale nie zaszkodzi. Jesli ludzie skladaja jeszcze na swiecie ofiary bogom, to jednak mysle, ze wszyscy rozumuja tak jak ja. Wszyscy! Z wyjatkiem moze mulników43, którzy najmuja sie podróznym przy Porta Capena44. Prócz Asklepiosa mialem takze do czynienia i z asklepiadami45, gdym zeszlego roku chorowal troche na pecherz. Odprawiali za mnie inkubacje46. Wiedzialem, ze to oszusci, ale równiez mówilem sobie: co mi to szkodzi! Swiat stoi na oszustwie, a zycie jest zludzeniem. Dusza jest takze zludzeniem. Trzeba miec jednak tyle rozumu, by umiec rozróznic zludzenia rozkoszne od przykrych. W moim hypocaustum47 kaze palic cedrowym drzewem posypywanym ambra48, bo wole w zyciu zapachy od zaduchów. Co do Kiprydy, której mnie takze poleciles, doznalem jej opieki o tyle, ze mam strzykanie w prawej nodze. Ale zreszta to dobra bogini! Przypuszczam, ze i ty takze poniesiesz teraz predzej czy pózniej biale golebie na jej oltarz.

— Tak jest — rzekl Winicjusz. — Nie dosiegnely mnie strzaly Partów, ale trafil mnie grot Amora49… najniespodzianiej, o kilka stadiów od bramy miasta.

— Na biale kolana Charytek50! Opowiesz mi to wolnym czasem — rzekl Petroniusz.

— Wlasnie przyszedlem zasiegnac twej rady — odpowiedzial Markus.

Lecz w tej chwili weszli epilatorowie51, którzy zajeli sie Petroniuszem, Markus zas zrzuciwszy tunike wstapil do wanny z letnia woda, albowiem Petroniusz zaprosil go do kapieli.

— Ach, nie pytam nawet, czy masz wzajemnosc — odrzekl Petroniusz spogladajac na mlode, jakby wykute z marmuru cialo Winicjusza. — Gdyby Lizypp byl cie widzial52, zdobilbys teraz brame wiodaca do Palatynu, jako posag Herkulesa53 w mlodzienczym wieku.

Mlody czlowiek usmiechnal sie z zadowoleniem i poczal zanurzac sie w wannie, wychlustywujac przy tym obficie ciepla wode na mozaike przedstawiajaca Here w chwili, gdy prosi Sen o uspienie Zeusa. Petroniusz patrzyl na niego zadowolonym okiem artysty.

Lecz gdy skonczyl i oddal sie z kolei epilatorom, wszedl lector54 z puszka brazowa na brzuchu i zwojami papieru w puszce.

— Czy chcesz posluchac? — spytal Petroniusz.

— Jesli to twój utwór, chetnie! — odpowiedzial Winicjusz — ale jesli nie, wole rozmawiac. Poeci lapia dzis ludzi na wszystkich rogach ulic.

— A jakze. Nie przejdziesz kolo zadnej bazyliki, kolo termów55, kolo biblioteki lub ksiegarni, zebys nie ujrzal poety gestykulujacego jak malpa. Agryppa, gdy tu przyjechal ze Wschodu, wzial ich za opetanych. Ale to teraz takie czasy. Cezar pisuje wiersze, wiec wszyscy ida w jego slady. Nie wolno tylko pisywac wierszy lepszych od cezara i z tego powodu boje sie troche o Lukana… Ale ja pisuje proza, która jednak nie czestuje ani samego siebie, ani innych. To, co lector mial czytac, to sa codicilli56 tego biednego Fabrycjusza Wejenta.

— Dlaczego „biednego”?

— Bo mu powiedziano, zeby zabawil sie w Odysa57 i nie wracal do domowych pieleszy az do nowego rozporzadzenia. Ta odyseja o tyle mu bedzie lzejsza niz Odyseuszowi, ze zona jego nie jest...



Ihre Fragen, Wünsche oder Anmerkungen
Vorname*
Nachname*
Ihre E-Mail-Adresse*
Kundennr.
Ihre Nachricht*
Lediglich mit * gekennzeichnete Felder sind Pflichtfelder.
Wenn Sie die im Kontaktformular eingegebenen Daten durch Klick auf den nachfolgenden Button übersenden, erklären Sie sich damit einverstanden, dass wir Ihr Angaben für die Beantwortung Ihrer Anfrage verwenden. Selbstverständlich werden Ihre Daten vertraulich behandelt und nicht an Dritte weitergegeben. Sie können der Verwendung Ihrer Daten jederzeit widersprechen. Das Datenhandling bei Sack Fachmedien erklären wir Ihnen in unserer Datenschutzerklärung.