Dickens | Opowiesc wigilijna | E-Book | sack.de
E-Book

E-Book, Polish, 100 Seiten

Reihe: World Classics

Dickens Opowiesc wigilijna


1. Auflage 2018
ISBN: 978-87-26-09071-0
Verlag: SAGA Egmont
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark

E-Book, Polish, 100 Seiten

Reihe: World Classics

ISBN: 978-87-26-09071-0
Verlag: SAGA Egmont
Format: EPUB
Kopierschutz: 6 - ePub Watermark



Zbli?aj? si? ?wi?ta Bo?ego Narodzenia. W ca?ym Londynie czu? ju? ?wi?teczn? atmosfer?. Jest tylko jeden cz?owiek, dla którego Wigilia to kolejny zwyk?y dzie? pracy. Ebenezer Scrooge - zrz?dliwy sk?piec, dla którego w ?yciu licz? si? tylko zyski. Na co dzie? stroni od ludzi, do których czuje jedynie niech??. Niespodziewanie, za spraw? ducha zmar?ego przyjaciela dostaje od ?ycia szans? na zmian? i zupe?nie nowy pocz?tek... Trzy duchy zabieraj? go w niesamowit? podró? w czasie, a to wszystko dzieje si? w?a?nie w wigilijn? noc! Czy magia ?wi?t na nowo rozgrzeje serce zgorzknia?ego starca i przywróci go do ?ycia? Jeszcze nie wszystko stracone... Daj porwa? si? najbardziej znanej historii bo?onarodzeniowej na ?wiecie, która mimo lat nie traci na aktualno?ci! Kto wie, mo?e potrzebujesz jej bardziej ni? Scrooge! Charles Dickens (1812-1870) - angielski powie?ciopisarz epoki wiktoria?skiej. By? synem urz?dnika, który trafi? do wi?zienia za d?ugi, przez co Charles ju? jako dziecko musia? podj?? prac? zarobkow?. Pracowa? w fabryce pasty do butów, a nast?pnie wróci? do szko?y, któr? jednak ostatecznie porzuci? w wieku 14 lat. Pracowa? jako urz?dnik s?dowy, gdzie pozna? angielskie prawo i metody pracy prawników. By? samoukiem, a po opanowaniu stenografii zosta? dziennikarzem w londy?skich dziennikach liberalno-reformatorskich. Debiutowa? szkicami na ?amach prasy, pod pseudonimem Boz. Jego pierwsza powie?? - 'Klub Pickiwcka' zawiera?a wiele elementów krytyki brytyjskiej administracji, s?downictwa i parlamentu. Po jej sukcesie Dickiens w ca?o?ci po?wi?ci? si? pisaniu. Zmar? we w?asnym domu po dwóch udarach. Twórczo?? Charlesa Dickensa stanowi panoram? stosunków spo?ecznych wspó?czesnej mu epoki, ukazuj?c deprawuj?cy wp?yw n?dzy i niesprawiedliwo?ci. Postacie w jego utworach cz?sto s? groteskowo wyjaskrawione. Najbardziej znane dzie?a Charlesa Dickensa to: 'Oliver Twist', 'David Coperfield', 'Ma?a Dorrit' i najpopularniejsza historia ?wi?teczna wszech czasów - 'Opowie?? Wigilijna'.

Dickens Opowiesc wigilijna jetzt bestellen!

Weitere Infos & Material


I
Widmo Marley’a


Marley juz nie zyl. Nie ulega to najmniejszej watpliwosci. Akt jego zejscia podpisany byl przez pastora, przez pisarza parafji i przedsiebiorce karawanów. Scrooge takze go podpisal, a imie Scrooge’a nadawalo na gieldzie wielka wartosc kazdemu papierowi, na którym raczyl umiescic swe nazwisko.

Stary Marley umarl wiec z pewnoscia.

Czy Scrooge wiedzial o tem? Bezwatpienia. Mogloz byc inaczej? Scrooge i on byli we wspólce od niepamietnych czasów. Scrooge byl jedynym wykonawca testamentu, jedynym zarzadca majatku, jedynym spadkobierca, jedynym przyjacielem zmarlego i jedynym uczestnikiem pogrzebu. Chociaz, prawde powiedziawszy, wypadek ten nie oddzialal nan tak straszliwie, izby mu mial przeszkodzic do wykazania w dniu pogrzebu znakomitych zdolnosci handlowych; i owszem, chwile te uczcil Scrooge zrobieniem bardzo korzystnego interesu.

Wzmianka o pogrzebie Marley’a zwraca mnie do punktu wyjscia. Niema watpliwosci, ze Marley umarl; trzeba to dokladnie zrozumiec i gleboko sie tem przejac, inaczej historja, która zamierzam opowiedziec, nie mialaby w sobie nic nadzwyczajnego.

Scrooge nie starl wcale z szyldu nazwiska Marley’a. W lat kilka potem, nad drzwiami kantoru blyszczal napis: „“. Dom handlowy znanym byl wszystkim pod ta firma. Osoby jednak mniej wtajemniczone wolaly niekiedy na Scrooge’a, panie Scrooge! a niekiedy panie Marley! — odpowiadal na obydwa nazwiska, — nic go to nie mieszalo.

A sciskal tez wszystko w garsci, ten pan Scrooge! Stary grzesznik byl to skapiec nad skapce, umial on uchwycic, wyrwac, wykrecic, wygniesc i wydrapac, a nigdy nie wypuscic. Twardy i ostry jak krzemien, z którego nigdy stal nie wykrzesala zadnej szlachetnej iskierki, tajemniczy, zamkniety w sobie, samotny jak ostryga. Zimno wewnetrzne skurczylo mu oblicze, scisnelo spiczasty nos, zmarszczylo czolo, zaczerwienilo oczy, zesztywnilo postawe, zsinilo zaciete usta i objawialo sie nazewnatrz suchym i skrzypiacym glosem. Bialawy szron pokrywal mu glowe, brwi i ostro-spiczasty podbródek. Wszedzie i zawsze niósl z soba lodowata atmosfere; studzil swa obecnoscia kantor podczas upalów, i nigdy w zyciu nie topnial.

Upal i zimno wewnetrzne nie wywieraly nan zadnego wplywu. Goraca letnie nie grzaly go, mrozy zimowe nie mrozily. Zaden tez wiatr nie byl od niego ostrzejszy. Niepogoda nie mogla mu niczem dokuczyc; najstraszliwsze ulewy, snieg, grad, zawieruchy nie mialy nad nim najmniejszej przewagi. Padaly one niekiedy dozbytku; Scrooge nie znal tego wyrazu. Nikt nie zatrzymywal go na ulicy, aby mu powiedziec z usmiechem: „Kochany Scrooge! — jak sie masz? Co tam slychac? Przyjdzze nas odwiedzic!“ Zaden zebrak nie poprosil go o jalmuzne, zadne dziecko nie zapytalo o godzine. Nigdy nie widziano, aby kto z przechodniów, czy to mezczyzna, czy kobieta, zapytal go o kierunek drogi. Sadzilbym, ze znaly go nawet psy prowadzace niewidomych; gdy bowiem nadchodzil, odciagaly swych panów do sieni i w uliczki, poruszajac znaczaco ogonem, jak gdyby chcialy wyrazic: „Biedny mój panie, lepiej nie widziec, niz miec zle oczy!“

Lecz cóz go to obchodzilo? Tego wlasnie pragnal — do tego dazyl. Wydeptac sobie samotna sciezke obok szerokiego goscinca, którym swiat caly przebiega, i ostrzec przechodniów wielkim napisem, aby mu nigdy nie wlazili w droge i trzymali sie zdala, — bylo ulubionem jego zadaniem.

Pewnego dnia, najlepszego ze wszystkich dni roku, w Wigilje Bozego Narodzenia, stary Scrooge, bardzo zajety, siedzial w kantorze. Zimno bylo dotkliwe i przenikajace, czas — mglisty; Scrooge mógl doslyszec, jak przechodzacy ludzie chuchali w palce, oddychali glosno, rozcierali rece, tupali nogami o bruk, aby sie cokolwiek rozgrzac. Trzecia godzina wybila na wiezy, a noc byla juz zupelna. Caly dzien bylo ciemno; — swiatla ukazujace sie w oknach sasiednich mieszkan wygladaly jak rude plamy na czarnem tle gestego i dotykalnego prawie powietrza. Mgla wciskala sie wewnatrz domostw przez wszystkie szpary i dziurki od klucza, a nazewnatrz tak byla gesta, ze w najciasniejszej nawet uliczce przeciwlegle budynki wygladaly jak widma.

Drzwi od kantoru Scrooge’a byly otwarte, aby mógl miec na oku buchaltera, siedzacego w malej sasiedniej izdebce, albo raczej w ciemnej piwniczce, gdzie przepisywal listy. W pokoju Scrooge’a tlal malenki ogien, — lecz ogien w izbie buchaltera nierównie by mniejszy, — zdawaloby sie, ze sie zaledwie zarzy jeden wegielek. Nie mógl go biedak podsycic, poniewaz kosz z weglami stal w pokoju pryncypala, a ilekroc powazyl sie wejsc z lopatka po wegle, Scrooge wyrzucal mu, ze go rujnuje i ze bedzie go musial oddalic. Dlatego tez nieszczesliwy buchalter owinal szyje welnianym szalikiem i próbowal ogrzac sie przy swiecy, w braku jednak dosc bujnej wyobrazni usilowania te spelzly bezskutecznie.

— Wesolych swiat, wujaszku — niech cie Bóg blogoslawi — ozwal sie dzwieczny glos. Byl to glos siostrzenca Scrooge’a, który wpadl tak nagle, ze stary nie mial czasu go spostrzec.

— Ba — rzekl Scrooge, — glupstwo!

— Swieta Bozego Narodzenia! wujaszku, tys tego nie chcial powiedziec!

— Tak jest — rzekl Scrooge. — Wesolych swiat. Jakiem prawem masz byc wesolym? Co za powód abys sie oddawal rujnujacej wesolosci. Jestes i bez tego dosyc ubogi.

— No, no! — odpowiedzial siostrzeniec, — jakiem prawem jestes smutny i kwasny, dlaczegoz caly zatapiasz sie w tych ponurych liczbach i rachunkach. Juz jestes dosyc bogaty.

— Glupstwo — rzekl po chwili Scrooge, nie majac lepszej odpowiedzi — glupstwo.

— Nie gniewaj sie, wujaszku!

— Jak sie tu nie gniewac, zyjac w swiecie pelnym glupców, i takich, jak ty, warjatów? Wesolych swiat! Idzcie do licha z wasza wesoloscia. Czemze jest dla was Boze Narodzenie, jesli nie chwila placenia rachunków, na które czesto nie macie pieniedzy, — dniem — w którym znajdujecie sie o rok starszymi, a o szyling nawet nie bogatszymi, dniem sprawdzania ksiazek handlowych, po których zsumowaniu przekonywacie sie, ze w ciagu minionych dwunastu miesiecy zaden interes nie przyniósl wam najmniejszego zysku. Gdyby to zalezalo ode mnie — dodal z wzrastajacem oburzeniem, — to kazdego glupca, biegajacego od domu do domu z okrzykiem „wesolych swiat“ na ustach, wsadzilbym w kociol, w którym sie gotuje budyn i pochowal z galazka choiny w sercu. Tak jest.

— Wujaszku! — zawolal siostrzeniec, chcac bronic sprawy Bozego Narodzenia.

— Siostrzencze! — przerwal surowo starzec, — obchodz sobie swieta, jak ci sie tam podoba, i pozwól mi, abym je takze obchodzil na mój sposób.

— Alez ty ich wcale nie obchodzisz, mój wuju.

— Tem lepiej — zostaw mnie tak, jak jestem. Wiele ci z tego przyjdzie — juz ci te swieta tyle napedzily zysków!

— Przyznaje, ze niezawsze umialem korzystac z okolicznosci, ale mniejsza o to. Wracajac do tych swiat, dzien Bozego Narodzenia (pomijajac juz poszanowanie nalezne swietej jego nazwie i Boskiemu poczatkowi, których pominac nie mozna, myslac o tym dniu waznym) jest dla mnie najpiekniejszym dniem roku; chwila dobroci, lagodnosci, przebaczania uraz, litosci, zabawy, przyjemnosci, jedynym dniem, w którym wszyscy ludzie, mezczyzni, kobiety i dzieci, otwieraja dobrowolnie serca, ciesza sie, raduja, zapominaja o róznicy majatku i stanowiska, i widza tylko w bliznich braci i towarzyszów podrózy na drodze do wiecznosci. Dlatego tez chociaz dzien ten nie przyniósl mi nigdy w zysku ani zlota, ani srebra, wielem mu winien dobrego, i wiele sie jeszcze po nim spodziewam, dlatego to z radoscia wykrzykuje: „Niech beda pochwalone Swieta Bozego Narodzenia.“

Buchalter, przysluchujacy sie z piwniczki, pomimowolnie przyklasnal, lecz spostrzeglszy natychmiast, ze popelnil niedorzecznosc, schwycil w pomieszaniu cegi, chcac niemi poprawic ogien i zagasil zupelnie ostatnia iskierke.

— Niech ja cie raz jeszcze poslysze — zawolal z gniewem Scrooge do buchaltera, — to na powinszowanie Swiat Bozego Narodzenia natychmiast cie wypedze! Co do pana — rzekl, zwracajac sie do siostrzenca, — znakomitym jestes mówca. Dziwie sie, ze dotychczas nie zasiadasz w parlamencie.

— Nie gniewaj sie, wujaszku — oto wiesz co — lepiej przyjdz jutro do nas na obiad.

Scrooge sie zaperzyl. — Idz mi do d… Tak, idz do d… — zawolal z uniesieniem.

— Alez dlaczego, mój wujaszku?… dlaczego?…

— Pocos sie ozenil? — zapytal Scrooge.

— Bylem zakochany.

— Byles zakochany! — mruknal Scrooge. — Glupstwo — glupstwo. Dobranoc.

— Mój wujaszku, wszakze przed mojem ozenieniem i tak nigdy mnie nie odwiedzales. Dlaczegoz wiec szukasz w tem wymówki?

— Dobranoc — rzekl Scrooge.

— Nic od ciebie nie zadam — o nic cie nie prosze. Czemuz nie mamy byc dobrymi przyjaciólmi?

— Dobranoc!

— Boli mnie — bardzo mnie boli twoja surowosc i zacietosc. — Wszakze nic mi nie mozesz zarzucic. Zrobilem krok dzisiejszy dla uczczenia Bozego Narodzenia, i pomimo tej przykrosci bede sie radowal. Tak wiec, mój wuju — zycze ci wesolych swiat!

— Dobranoc! — rzekl Scrooge.

Siostrzeniec wyszedl z pokoju, nie wyrzeklszy...



Ihre Fragen, Wünsche oder Anmerkungen
Vorname*
Nachname*
Ihre E-Mail-Adresse*
Kundennr.
Ihre Nachricht*
Lediglich mit * gekennzeichnete Felder sind Pflichtfelder.
Wenn Sie die im Kontaktformular eingegebenen Daten durch Klick auf den nachfolgenden Button übersenden, erklären Sie sich damit einverstanden, dass wir Ihr Angaben für die Beantwortung Ihrer Anfrage verwenden. Selbstverständlich werden Ihre Daten vertraulich behandelt und nicht an Dritte weitergegeben. Sie können der Verwendung Ihrer Daten jederzeit widersprechen. Das Datenhandling bei Sack Fachmedien erklären wir Ihnen in unserer Datenschutzerklärung.